Pierogi z jagodami: dlaczego tylko w sezonie
Pierogi z jagodami pojawiają się u nas dopiero wtedy, gdy zbieracze przyniosą pierwsze kosze owoców z okolicznych lasów. Znikają, kiedy kończy się ostatni.
Kosz jagód pod drzwiami kuchni

Zaczyna się zawsze tak samo: pod drzwiami kuchni pojawia się kosz jagód, a obok niego kartka od zbieracza z informacją o liczbie kilogramów. Jolanta Cichocka nigdy nie pyta o cenę; przegląda owoce, wącha je, potem kiwa głową albo wraca do zbieracza z kilkoma uwagami. Dobry kosz nie ma w sobie ani jednej zgniłej jagody.
Pierogi lepi się rano. Ciasto jest cienkie i elastyczne, nadzienie z całych owoców, lekko posypanych cukrem. Gotowane pierogi podajemy ze śmietaną, a niektórzy goście proszą o dodatkowy cukier, który szefowa zostawia na stole w małej solniczce. Danie jest proste, a mimo to zajmuje w kuchni pół poranka.
Dlaczego nie cały rok
Smak, który nie znosi mrożenia
Mrożone jagody, nawet dobre, oddają wodę i rozmiękczają ciasto. Próbowaliśmy kiedyś zimą i goście szybko dali do zrozumienia, że to nie to samo. Od tego czasu pierogi z jagodami są u nas sezonowe, a w pozostałe miesiące szefowa proponuje pierogi z kapustą lub twarogiem.
Czekanie na sezon
Kilkoro gości wraca w Karkonosze tylko po to, żeby zjeść te pierogi. Przychodzą pierwszego dnia, gdy tylko pojawia się informacja na tablicy w holu, i zamawiają po dwie porcje. Nie ma w tym nic dziwnego: czekanie na smak ma swój urok.
Kiedy kosze kończą się całkiem, szefowa zdejmuje danie z karty i wiesza w holu kartkę z jednym słowem: do przyszłego lata. Goście kiwają głowami i zamawiają szarlotkę.
Jeśli któraś pozycja z nowej karty nie przypadnie Państwu do gustu, prosimy powiedzieć o tym kelnerce. Szefowa lubi szczere uwagi, zwłaszcza w pierwszym tygodniu po zmianie. Czasem jedna drobna korekta, na przykład mniej soli albo więcej majeranku, przesądza o tym, czy danie zostaje w karcie na stałe.
Na koniec sezonu, tuż przed wiosną, szefowa wpisuje do zeszytu, które pozycje się sprawdziły, a które można odłożyć do kolejnej zimy.