O nas

„Kto za tym stoi”: dom i jego ludzie

Dawna piekarnia przy głównej ulicy Karpacza, przewodniczka górska, która ją otworzyła na nowo, i cztery osoby, które dziś pilnują, żeby w środku było ciepło, smacznie i cicho.

Ulica i dom

„Numer trzydzieści jeden, w połowie drogi”

Elegancka ulica z podświetlonymi witrynami o zmierzchu

Ulica Konstytucji 3 Maja wspina się przez Karpacz od dolnych zabudowań ku górnym, a po drodze mija wszystko, co dla miasta ważne: piekarnię, kościół, sklepy z pamiątkami, wypożyczalnię nart i przystanek, z którego rusza autobus pod szlak. Numer trzydzieści jeden stoi mniej więcej w połowie tej drogi, w miejscu, gdzie turysta po raz pierwszy łapie oddech i rozgląda się za miejscem do siedzenia.

Przez dziesiątki lat mieściła się tu piekarnia z mieszkaniem na piętrze. Piec stał na tyłach, a rano cała ulica pachniała chlebem, który rozchodził się po okolicznych pensjonatach. Gdy piekarz przeszedł na emeryturę, dom długo pozostawał pusty, aż kupiła go Dorota Chojnacka, przewodniczka górska, która przez lata prowadziła grupy na Śnieżkę i wiedziała, że po zejściu ze szlaku nikt nie ma ochoty wracać do pokoju.

Postanowiła, że najpierw będzie ciepła jadalnia, w której zupa pojawia się, zanim ktokolwiek zdąży o nią poprosić. Dopiero później dołożyła salę na tyłach, po dawnym magazynie mąki, w której ustawiono zielone stoły. Dorota twierdzi, że sala z kartami jest po prostu przedłużeniem tej samej gościnności, tylko dla tych, którzy po kolacji nie chcą jeszcze iść spać.

W domu przy ulicy Konstytucji 3 Maja zima trwa dłużej niż w kalendarzu. Piec w jadalni rozpala się już w październiku i gaśnie dopiero na wiosnę, a stoły gier są wtedy czynne częściej, bo goście chętniej zostają po kolacji niż wracają w mróz do pokoju. Latem dom oddycha: drzwi stoją otwarte, na ławce przed wejściem siadają przejezdni, a kuchnia dokłada do karty zupy z młodych warzyw i pierogi z owocami z lasu.

Zielone stoły pojawiły się później niż zupa. Przez pierwszy rok w sali na tyłach stały tylko ławy i suszarka na rękawice, a goście, którzy czekali na pogodę, zabijali czas partią w karty przy herbacie. Dorota Chojnacka obserwowała to przez kilka tygodni, a potem zamówiła pierwsze sukno. Dziś pięć stołów zajmuje dawny magazyn mąki, a suszarka na rękawice została w przedsionku, wciąż używana, choć nikt już nie pamięta, kto ją przyniósł.

Sąsiedztwo też ma tu swój udział. Dwa domy dalej mieszka pan, który co rano wynosi przed próg ławkę i siada na niej z gazetą, dopóki ulica się nie rozbudzi. Piekarnia na rogu pracuje od piątej, więc kto idzie na szlak o świcie, kupuje bułki na drogę, a wraca wieczorem z kijkami pod pachą prosto do nas. Kościół odlicza godziny, a wypożyczalnia nart na dole ulicy zapala neon, gdy tylko zrobi się szaro. Ten rytm ulicy stał się rytmem domu.

Do dziś dom nosi ślady dawnej piekarni: w kuchni stoi ceglany łuk po piecu, w holu wisi pognieciona blacha z wypiekami, a do sali kasyna schodzi się przez korytarz, w którym stoją skrzynie po mące, teraz wypełnione kijkami i parasolami. Lokal prowadzi spółka WAFFLE ADVERTISING LTD, 85 Great Portland Street, London W1W 7LT, Wielka Brytania.

Przyszedłem po zupie, a zostałem do zamknięcia. Buty zostają przy drzwiach, nikt nie pyta, ile kilometrów dziś zrobiłem, i nagle okazuje się, że wieczór wcale nie musi być krótki.

Piotr, stały gość
Zespół

„Czworo ludzi, którzy pilnują wieczoru”

Halina Andrzejewska, Kierowniczka sali

Halina Andrzejewska

Kierowniczka sali

Halina Andrzejewska prowadzi salę od pierwszego dnia i ma w głowie plan wszystkich stolików, nawet gdy w lokalu jest komplet. Wie, kto czeka na wyjaśnienie zasad, kto potrzebuje ciszy i komu trzeba podsunąć herbatę z malinami, zanim sam o nią poprosi. Pracę zaczyna od obejścia stołów, a kończy rozmową z ostatnim gościem przy drzwiach. Kiedy w sali robi się gwarno, potrafi uciszyć stół jednym spojrzeniem, a kiedy robi się za cicho, sama otwiera rozmowę o pogodzie na szlakach. W wolne dni chodzi po górach z notesem, w którym zapisuje, co goście mówią o trasach.

Kamila Laskowska, Hostessa

Kamila Laskowska

Hostessa

Kamila Laskowska stoi w przedsionku i przejmuje od gości mokre kurtki, kijki i zmęczenie. Prowadzi listę rezerwacji, sprawdza dokumenty przy wejściu i pamięta, kto lubi stolik przy piecu. Zimą trzyma w szatni zapas ciepłych skarpet, które bez słowa kładzie na ławce przed tymi, którzy wrócili z gór przemoczeni. Jej ulubioną porą jest kwadrans po piętnastej, kiedy pierwsza grupa schodzi ze szlaku, a w przedsionku robi się ciasno od plecaków. Wtedy kolejka po herbatę jest długa, a ona zna z imienia co drugą osobę w niej.

Jolanta Cichocka, Szefowa kuchni

Jolanta Cichocka

Szefowa kuchni

Jolanta Cichocka gotuje od ponad trzydziestu lat, w tym połowę w górskich schroniskach, gdzie nauczyła się, że zupa musi być gorąca, a porcja uczciwa. W kuchni przy ulicy Konstytucji 3 Maja jest znacznie spokojniej, ale zasada zostaje ta sama: nikt nie wychodzi głodny, nikt nie dostaje czegoś, czego sam by nie zjadł. W jej kuchni obowiązuje zasada, że każdy nowy pracownik najpierw obiera ziemniaki, a dopiero potem dotyka sosów. Twierdzi, że to najlepsza szkoła cierpliwości, i że kto przetrwa obieranie, przetrwa też wieczór pełen zamówień.

Waldemar Kowalewski, Krupier

Waldemar Kowalewski

Krupier

Waldemar Kowalewski rozdaje karty od lat i uważa, że dobry krupier jest jak dobry przewodnik: zna trasę, ale pozwala gościowi iść własnym tempem. Przy stole mówi niewiele, za to objaśnia każdy ruch z cierpliwością, której mógłby mu pozazdrościć niejeden nauczyciel. Po zmianie sprawdza, czy talie wróciły do pudełek w komplecie. Zanim usiadł za stołem, przez wiele lat pracował w hotelach uzdrowiskowych i zna dziesiątki odmian cierpliwości. Nowym krupierom powtarza, że karty są tylko pretekstem, a prawdziwą pracą jest dopilnowanie, żeby nikt nie czuł się pominięty.

„Kilka kątów domu”

Zielone nakrycie stołu z ozdobnym talerzem i serwetką
Stosy zielono-białych żetonów na niebieskim stole do gry
Stoły i krzesła w jasnej sali o zabytkowym wystroju
Wzorzysty fotel na tle kolorowych zdobionych okien
O ludziach

„Kto czym się zajmuje”

Kto jest właścicielem Zielonego Sukna?
Dom otworzyła Dorota Chojnacka, przewodniczka górska, która do dziś zagląda tu w sezonie i opowiada gościom o szlakach. Na co dzień salą kieruje Halina Andrzejewska, a kuchnią Jolanta Cichocka. Informacja o operatorze lokalu znajduje się w tekście wyżej. Kto chciałby porozmawiać z Dorotą o szlakach, najłatwiej złapie ją w sezonie przy piecu, po osiemnastej.
Czy zespół zna gości z imienia?
Wielu tak, szczególnie tych, którzy wracają co roku na te same ferie albo długie weekendy. Hostessa notuje w zeszycie, kto jakie lubi miejsce, a krupier pamięta, kto wolał blackjacka od pokera. Nowych gości uczymy imion od pierwszej wizyty. Dotyczy to także krupierów, którzy po kilku wizytach pamiętają, jakie gry kto lubi i przy którym stole woli siedzieć.
Czy można umówić rozmowę o pracy?
Zespół uzupełniamy zazwyczaj przed sezonem zimowym i letnim. Zainteresowani mogą napisać lub zadzwonić i zostawić kontakt; kierowniczka sali umawia krótkie rozmowy w poniedziałki, kiedy w lokalu jest najspokojniej. Zapytania o pracę przyjmujemy cały rok, ale rozmowy odbywają się zwykle w poniedziałki, kiedy w lokalu jest spokojniej.