Zimowy sezon zaczyna się od pieca i dwóch nowych zasłon
Kiedy w górach pada pierwszy śnieg, dom zmienia rytm. Piec grzeje od rana, do przedsionka trafia druga suszarka, a kuchnia wydłuża zmianę o godzinę.
Co robimy przed pierwszym śniegiem

Pierwszą rzeczą jest piec. Kominiarz przychodzi na tydzień przed sezonem, czyści kanały i sprawdza ciąg, a Halina Andrzejewska odpisuje w zeszycie, że wszystko jest w porządku. Drugą rzeczą jest przedsionek: dokładamy suszarkę na kurtki, szafki na plecaki i matę przy drzwiach, o którą zimą nie ma dość troski.
Trzecia sprawa to zasłony. Dwie nowe, z ciężkiego sukna w kolorze ciemnej zieleni, zawisły w sali kasyna, żeby wyciszyć szmer ulicy. Stare zasłony przeniesiono do holu, gdzie dostały drugie życie. Czwarta rzecz to lista rezerwacji: Kamila Laskowska zaczyna ją pisać na miesiąc wcześniej, bo ferie i długie weekendy zapełniają się jak zawsze.
Co się zmienia w sezonie
Dłuższa kuchnia
Zimą kuchnia pracuje o godzinę dłużej, bo goście wracają ze stoków później i głodniejsi. Jolanta Cichocka dokłada do karty barszcz z uszkami i dodatkową zupę dnia, a w piątki i soboty przygotowuje większą porcję bigosu na wypadek, gdyby przyszła grupa z narciarskiego wyjazdu.
Czego nie zmieniamy
Zasad nie ruszamy. Wstęp od osiemnastu lat, dokument przy drzwiach, żetony bez wartości, żadnej gry przez internet. Nowy sezon nie jest powodem, by cokolwiek w tych sprawach luzować. Raczej odwrotnie: przy większej liczbie gości dokładnie pilnujemy, żeby każdy został potraktowany tak samo.
Dla nowych gości przygotowaliśmy w przedsionku kartkę z planem tygodnia, żeby od pierwszej chwili było jasne, kiedy jest turniej, a kiedy zwykłe stoły.
Zimowe lampy w oknach są też sygnałem dla przechodniów. Kiedy zapala się światło nad drzwiami, wiadomo, że kuchnia pracuje, a piec już grzeje. Wielu gości mówi, że sam widok tego światła z drugiego końca ulicy poprawia im nastrój po całym dniu na mrozie.
Na wypadek mrozu hostessa trzyma w przedsionku termos z gorącą herbatą, którą każdy może sobie nalać bez pytania.